Sigil

Góry to nasza pasja i życie.
Wśród szczytów i dolin spędzamy każdą wolną chwilę!

Chcąc wprowadzić nową jakość w polskich realiach, stworzyliśmy projekt kompanii przewodnickiej – „Sigil”. To słowo zaczerpnięte z magicznych praktyk będzie naszym mottem – chcemy pokazać Ci magię świata gór i jego niezwykłość, która nas urzekła już dawno temu.

Zebraliśmy doświadczenie, przemierzając polskie, europejskie i azjatyckie pasma górskie, wędrując często setki kilometrów pieszo, by móc poznać dogłębnie każdy rejon.

Myliłby się ten, kto pomyśli, że wśród nas znajdą się tylko ratownicy czy przewodnicy górscy. Nasi współpracownicy zajmują się różnymi zadaniami – dzięki temu możemy wspólnie realizować interdyscyplinarne projekty. Doświadczoną kadrę przewodnicko-instruktorską, biegłą w górskim rzemiośle, na stałe wspiera kadra psychologów, elektroników, dziennikarzy oraz nauczycieli akademickich.

Łączy nas wiele , ale jedno szczególnie – zamiłowanie do podróży i gór.

Nasze umiejętności potwierdzają nie tylko przebyte kilometry, ale również najbardziej prestiżowe licencje i dyplomy.

Oferujemy usługi przewodnickie, kursy zimowe, skiturowe oraz lawinowe. Latem nauczymy Cię wspinaczki i poruszania po żelaznych perciach – via ferratach – oraz wielu innych rzeczy przydatnych w górach.

Przygotujemy Cię do najbardziej niesamowitych górskich przygód – nie bój się, przekrocz próg swojego domu i zachłyśnij się światem razem z nami!

zapraszamy na naszą stronę internetową

Tadeusz i Janina Pawłowscy

W lecie 1939 r. długoletni gospodarz schroniska – rodzina Grabowskich zamierzała opuścić Roztokę, a na ich miejsce miał przyjść Tadeusz Pawłowski, który w maju 1939 roku powrócił do Polski po kilkumiesięcznym pobycie w Afryce, gdzie brał udział w wyprawie alpinistycznej w góry Ruwenzori.

Po tragicznej kampanii wrześniowej, w dniu 28 października 1939 roku, Tadeusz Pawłowski otrzymuje klucze od schroniska i wraz z nowo poślubioną 18-letnią żoną przejmuje opuszczony budynek. Pawłowscy gospodarzyli w Roztoce od 28 października 1939 roku do końca lutego 1940 r. Po latach Janina Pawłowska tak wspomina ten okres:

Były to na pewno najtrudniejsze w okresie dziejów tego schroniska miesiące. Wkrótce po objęciu przez Nas schroniska przybyła do niego siostra Pawłowskiego, Jadwiga (Ada) Kopczyńska oraz jego przyjaciel, znakomity alpinista i naukowiec, chemik Włodzimierz Gosławski. Dr Gosławski był w roku 1939 przewodniczącym Krakowskiego Koła Klubu Wysokogórskiego. W związku z jego wybitnymi osiągnięciami naukowymi w dziedzinie chemii, dotyczącymi ,,ciężkiej wody”(...) był dr Gosławski poszukiwany przez Niemców, którzy chcieli zdobyć jego wynalazek. Wówczas dr Gosławski schronił się w Roztoce. Mieszkaliśmy więc we czwórkę.W pierwszym miesiącu Niemcy w ogóle się w schronisku nie pojawili, potem na Łysej Polanie zamieszkali Grenzschutze i zaczęli ostrożnie patrolować drogę do Morskiego Oka. W schronisku zaś pierwsi Niemcy pojawili się przed Bożym Narodzeniem i od tego czasu już nas kontrolowali.

Janina i Tadeusz Pawłowscy pierwsze miesiące po ślubie przeżyli w schronisku w Roztoce w trudnym i groźnym okresie. Atmosferę tych dni obrazuję dalsze wspomnienie Janiny Pawłowskiej:

Nie było wtedy żadnej komunikacji, więc na nartach jeździliśmy po żywność do wsi: do Brzegów, rzadko do Zakopanego. Nie mieliśmy chleba, więc jedliśmy placki ziemniaczane. Nie było światła, więc wieczory spędzaliśmy przy świecy, a gdy zdobyliśmy naftę- przy lampie. Pod dom przychodziły zamarznięte i zgłodniałe zwierzęta z którymi dzieliliśmy nasze dość głodne miodowe miesiące. paliliśmy w Kuchni wyłącznie drzewem, które rąbali nasi chłopcy. To była jedna z najcięższych zim, jakie Roztoka widziała kiedykolwiek. W tym cisza (...) odwiedziła Nas na nartach p. Zofia Radwańska - Kulesza (później Paryska) - przynosząc wieści z przeżywającego straszne dni Zakopanego. Czasami odwiedzała nas żona leśnika z Białej Wody - Jurszkowa, do której ja początkowo chodziłam przez Białkę po mleko. Później jednak Niemcy znaleźli moje ślady przez granicę i już nie mieliśmy mleka, tylko wtedy, jak padał gęsty śnieg i nie było widać śladów (...)

W tym okresie - podobnie jak w innych miejscach granicy, zaczęły się organizować przejścia za granicę ludzi, którzy z różnych względów nie mogli żyć w okupowanym kraju. W większości byli to zbiegli z niewoli niemieckiej żołnierze i oficerowie, którzy dalej chcieli walczyć z okupantem i w porozumieniu z istniejącą w tym czasie placówką dyplomatyczną w Budapeszcie organizowali polskie siły zbrojne za granicą. Kilkakrotnie chroniliśmy tych ludzi w Roztoce i pomagali im radą i informacją. Gośćmi Naszymi byli wówczas narzeczony mojej siostry jeden z grupy kurierów - Stanisław Karpiel, żona kuriera Rudka Samradaka – Wanda.

Przez Roztokę w tym czasie prowadził także jeden ze szlaków kurierskich. Niestety nie trwał on długo, gdyż w związku z pracą konspiracyjną Niemcy aresztowali i w Rabce całą moją rodzinę (...) Dostaliśmy wiadomość, że jesteśmy na liście do aresztowania i w tych warunkach w ciągu kilku godzin nocnych musieliśmy opuścić Roztokę. Przez Białą Wodę po różnych i ciężkich przygodach dotarliśmy prawie do granicy węgierskiej i tam nas Czesi w służbie niemieckiej aresztowali. Siedzieliśmy krótko w więzieniu w Preszowie. Odstawiono Nas do Muszyny do rąk Gestapo. Mieliśmy dużo szczęścia i udało się nam jednak wydostać na wolność (...) Nasi pozostali dwaj towarzysze roztoccy: dr. Gosławski oraz Ada Kopczyńska - zginęli przy ponownej próbie ucieczki za granicę. Przy przejściu przez Przełęcz pod Kopą Kondracką zamarzli w Cichej Dolinie(...) Zaraz po Naszej ucieczce z Roztoki weszli do schroniska Grenzchultze. Trwali tam przez całą okupacje (...)

Fragment opracowania: Edward Moskała, Schronisko PTTK im. Wincentego Pola w Roztoce

Paweł Vogel

Paweł Vogel (od 1955 Fogel). Taternik, alpinista, od 1938 roku instruktor narciarstwa PZN, od 1963 przewodnik tatrzański, z zawodu nauczyciel szkół średnich. W 1945 zamieszkał w Zakopanem. W latach 1951–1957 był kierownikiem schroniska w Starej Roztoce. Turystykę w Tatrach uprawiał od 1914, taternictwo od 1924. Dokonał wielu pierwszych wejść, m.in.: środkiem górnych urwisk pn. ściany Małego Kiezmarskiego Szczytu (w 1932, z Wiesławem Stanisławskim), dwie nowe drogi pn. ścianą Jaworowego Szczytu (1932, z tymże), lewym filarem pn.-wsch. ściany Cubryny (1949, z bratem Januszem i Adamem Truszkowskim), a w zimie np.: II wejście zimowe pd. ścianą Zamarłej Turni (1947, z Ludwikiem Ziemblicem) oraz I wejście zimowe zach. i wsch. ścianą Kościelca (1947 i 1949, z tymże) i pn.-wsch. filarem Ganku (1948, z bratem Januszem). W 1934 przy próbie I przejścia Grani Tatr przebył z Janem Staszlem grań od Murania po Rysy (w 13 dni).

Pisywał w "Taterniku" i dziennikach na tematy taternictwa., np.: Pamięci zdobywcy północnej ściany Małego Kiezmarskiego, Epopeja Jaworowego skończona. Serię opowiadań o tematyce taternickiej ogłosił w 1961 w „Dzienniku Polskim” i 1978 w „Przekroju”. Gościł on tygodniami taterników m.in. Jana Długosza, Czesława Mamatiuka, Józefa Nykę.

Władysław Bieńkowski

Władysław Bieńkowski (1858–1926) z zawodu był leśnikiem. Od 1892 do 1926 pracował jako leśniczy w zakopiańskich dobrach Władysława Zamoyskiego, a następnie w Fundacji Kórnickiej. Położył wielkie zasługi przy odnawianiu lasów tatrzańskich zniszczonych rabunkową gospodarką poprzednich właścicieli. Szczególnie gorliwie pracował też przy zwalczaniu kornika i skutków katastrofalnych wiatrów halnych. Początkowo mieszkał w starej drewnianej leśniczówce na Brzanówce koło Zazadniej, a potem na samej Zazadniej w murowanej leśniczówce, postawionej w czasie budowy gościńca z Jaszczurówki do Morskiego Oka. Na Zazadniej był też obserwatorem czynnej tam stacji meteorologicznej. Członkiem Towarzystwa Tatrzańskiego był od 1892. Od 1901 opiekował się (przez krótki czas jako dzierżawca) prowizorycznym schroniskiem TT przy Morskim Oku, a także schroniskiem TT w Starej Roztoce (w latach 1897–1902). W lwowskim czasopiśmie "Sylwan" ogłosił szereg artykułów o gospodarce leśnej w Tatrach Polskich: O skutkach wiatrów halnych (1899), Obrazki z Tatr (1905), Z naszych Tatr (1909, 1911, 1914), Inwazya kornika w Tatrach (1918), a także artykuł Jelenie w Tatrach (1907). Jest również autorem broszury Gospodarka leśna w Tatrach (1925), zawierającej wiele cennych wiadomości z różnych dziedzin.

Brał czynny udział w sporze granicznym o Morskie Oko jako kierownik straży leśnej Zamoyskiego, strzegącej granicy przed napadami ze strony węgierskiej. Pozostawił w rękopisie wspomnienia o tym sporze, ukończone w 1909, wydane drukiem dopiero w 1987. Natomiast błędna jest wiadomość jakoby B. był autorem rzadkiego druku pt. List poufny (w sprawie sporu granicznego o Morskie Oko), wydanego ok. 1892 i podpisanego kryptonimem S., gdyż anonimowym autorem tego druku jest Władysław Zamoyski.

Franciszek Dorula

Franciszek Dorula z Poronina był pierwszym gospodarzem schroniska w Roztoce (lata 1876–1878). Na dużą frekwencje w nowo oddanym obiekcie na pewno wpływ miała osobowość i profesjonalizm gospodarza schroniska o czym świadczy opis Walerego Eljasza:

Gospodarz schroniska w Roztoce, Franciszek Dorula z Poronina nęcił do siebie gości uprzejmością i grzecznością, dlatego w księdze zostawionej tu do zapisywania się podróżnych, czytało się ciągle pochwały dla Doruli, a przestrogi odstraszające każdego do noclegu przy Morskim Oku. Ten tu Dorula miał szczególnego posłańca do załatwiania interesów we wsi Poronienie trzy mile stąd odległej. Gdy mu czego zabrakło, pisał o to na karteczce uwiązywał ją swemu psu do szyi, wyprowadzał go na drogę i strzelał nad nim z pistoletu w powietrze. Pies, wtedy, jakby go kto gonił biegł co żywo do swej siedziby w Poroninie, zatrzymać się nikomu nie dał, a w domu już wiedziano o co chodzi gdy pies się pokazał. Po przeczytaniu kartki wysyłano czego było potrzeba i zabierano na powrót poczciwego gońca do schroniska Roztoka”

W. Eljasz Wycieczka do Czeskiego w Tatrach przez... "Pamiętniki TT" R:3- 1978