niedźwiedź
Patrolując swój Obwód Ochronny Morskie Oko jesteś każdego dnia w terenie. Czy często jest Ci dane spotykać niedźwiedzia? Czy pamiętasz kiedy pierwszy raz go spotkałeś? Jak to przeżyłeś?
Niedźwiedzia nie jest łatwo zaobserwować. Często trzeba mieć po prostu szczęście. Ludzie jeżdżą w Tatry całe życie i okazuje się, że nigdy go nie widzieli a niektórzy raz przyjadą i mają taką okazję. Zdarza się i to dość często, że zwierzęta żerują tuż przy szlaku ale ludzie idąc nie zwracają w ogóle uwagi na otoczenie. Dopiero gdy ktoś wypatrzy zwierzę, błyskawicznie zbiera się tłum ludzi, jest głośno, ktoś próbuje podejść jak najbliżej z aparatem. Strażnicy muszą wtedy reagować i tonować euforię niektórych osób. Same niedźwiedzie tego nie lubią i najczęściej powoli odchodzą w kosówki czy do lasu.
Patrolując teren zwłaszcza poza szlakiem najłatwiej o spotkanie zwierzęcia. Po raz pierwszy udało mi się go zaobserwować pracując jeszcze jako robotnik sezonowy w TPN na Hali Gąsienicowej. Szedłem wtedy do pracy z Kuźnic na Kasprowy Wierch. Miś żerował intensywnie na Kasprowej Polanie. To było niesamowite wrażenie. Był wtedy około 100 metrów ode mnie. Po raz pierwszy tak blisko. Pracując na Hali miałem okazję obserwować niedźwiedzie w samej Dolinie Suchej Wody Gąsienicowej oraz na szlaku z Hali do Kuźnic, który przemierzałem codziennie w obie strony. Z każdym spotkaniem było to niezapomniane przeżycie ale zarazem co raz większy spokój podczas obserwowania bez takiej wewnętrznej chęci długiego patrzenia i przeszkadzania tylko zaobserowanie, zanotowanie miejsca spotkania, krótkiej informacji co miś robił czy żerował czy się przemieszczał i przekazania informacji starszym kolegom strażnikom. Podczas tej pracy miałem też pierwszy raz w życiu sytuację spotkać się z niedźwiedziem bezpośrednio, można powiedzieć twarzą w twarz, co zakończyło się moją bardzo szybką ucieczką z wcześniejszym wzajemnym chodzeniem po kosówkach w masywie Koszystej. Na pewien krótki czas ta sytuacja spowodowała u mnie duży strach przed niedźwiedziami, zwłaszcza gdy pracowałem sam, gdzieś daleko poza szlakiem i wiedziałem, że miś może się tu gdzieś zaraz zjawić. Ale bardzo szybko się z tego otrząsnąłem, zwłaszcza gdy spotkałem niedźwiedzia po raz kolejny i równie blisko co skutkowało kolejnym dość szybkim oddalaniem się z miejsca spotkania tym razem w lesie w okolicy Polany Waksmundzkiej. Od tamtej pory zawsze zachowuję jak największą czujność przemierzając tatrzańskie szlaki a zwłaszcza rejony poza szlakiem ale nie paraliżuje mnie już strach.
